Ligowe koło fortuny zatoczyło kolejny krąg; kolorowa tarcza zakręci jeszcze trzy razy. Na niebieskim, premiowanym zdawać by się mogło pewnym polu wyskoczyło jednak „zero”. Na białym polu z literą „L” urosła pula…
Legia – Lech 1:0 ! Dwupunktowa przewaga urosła do pięciu, w najbliższych trzech meczach Legia musi zdobyć minimum 4 punkty; „Kolejorze” nie mogą sobie pozwolić na żadną stratę! To, że w piłce wszystko jest możliwe, w 1997 roku udowodnił łódzki Widzew; kibice do dziś pamiętają ten horror z ostatnich minut !
Tak się składa w ligowym kalendarzu, że tegoroczną mistrzowską koronę pomoże przywdziać król ubiegłorocznych rozgrywek - Śląsk Wrocław, który wolałby mieć wcześniej pewność swojego miejsca w Lidze Europejskiej. Śląsk zapewne chętniej widziałby w gronostajach Jana Urbana... Na Łazienkowskiej też myślą o nowych szatach!
Diametralnie inne nastroje panują na Konwiktorskiej. Wiekowy gmach, budowany przez piłkarskie pokolenia idzie do rozbiórki: barak, parę starych mebli i plastikowe sztućce – ot, co zostało z Dumy Stolicy. Ale tego miana Polonii Warszawa nikt nie odbierze, godnie więc czeka na swój los z ostatnimi, pozostałymi zapaleńcami. Czekają na to najgorsze, wieszają w oknach czyste firanki i z podniesioną głową chodzą nie tylko po stolicy. W Zabrzu „Czarne Koszule” pokonały czołowy, równie zasłużony i nie tak biedny górniczy klub aż 4:0!
Piąte miejsce w tabeli i praktycznie całkiem możliwy awans do europejskich pucharów (!) to najbardziej kuriozalna sytuacja, jaka może zapanować w naszym futbolu. Wątpliwe jednak, aby złośliwy chichot historii dotarł na Plac Bankowy lub inne, zajęte bardziej wywozem śmieci, miejsca w stolicy. Ale nic to, Piotr Stokowiec w kolorowym kirysie, Kozietulski z muranowskiej Somosierry z garstką straceńców broni honoru Polonii, a sędziwy marszałek Piekarzewski szykuje pożegnalną ucztę przy Konwiktorskiej 6.
Zapewne znajdzie się tam i garniec chłodnej wody dla pieczeniarzy, licznie dotąd okupujących kantynę z widokiem na fontannę. Toż to czas na idy majowe dla wyznawców kultu Merkurego, patrona kupców i złodziei, którzy teraz woleliby zapewne udać się na ucztę do źródeł w Porta Capena.
W majową noc miałem sen : Biało-czerwony owalny stadion nad Wisłą, na wspaniałej murawie przy otwartym dachu, na jednej połowie ludzie ubrani na biało-zielono, na drugiej na czerwono-czarno grają w majowy wieczór o Puchar Europy. A na VIP-owskich trybunach sędziwe głowy tych, którzy przez sto lat oddali swe serce dla piłki w stolicy; w ich oczach łzy wzruszenia.
Piękny, nierealny sen, sen o Warszawie…