1 maja 2017

Trzecioligowcy na remis pod okiem Prezesa

 Przyjazdy Widzewa do Warszawy przez wiele lat elektryzowały kibiców. Ale i dzisiaj, chociaż odradzający się łódzki klub występuje zaledwie w III lidze, to i tak działa na wyobraźnię.

 Już dawno pod kasami stadionu w Ursusie nie było takich kolejek i to mimo, że na meczu nie pojawiła się zorganizowana grupa kibiców z Łodzi. Na trybunach nie zabrakło jednak sympatyków Widzewa, z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem na czele. Dodatkowym smakiem był fakt, że w wyjściowej jedenastce łodzian zagrało siedmiu wychowanków mazowieckich klubów: Bartłomiej Gromek (Legia Warszawa), Sebastian Olczak (Polonia Warszawa), Daniel Mąka (Agrykola Warszawa), Mateusz Michalski (KS Piaseczno), Przemysław Rodak (Sęp Żelechów), Adam Radwański (UKS MDK Płock) oraz Kamil Tlaga (Wicher Kobyłka). Spotkanie było bardzo wyrównane, a na bramki musieliśmy czekać aż do 70. minuty. Goście objęli prowadzenie po rzucie rożnym. Wprowadzony na boisko dwie minuty wcześniej Piotr Okuniewicz uprzedził bramkarza Ursusa i głową posłał piłkę do siatki. Piłkarze ze stolicy z determinacją zabrali się do odrabiania strat, bardzo dobrze spisywał się jednak stojący w bramce Widzewa Patryk Wolański. Bronił z dużym wyczuciem, a zaskoczył go dopiero … kolega z drużyny – Bartłomiej Gromek, który niefortunną interwencją ustalił wynik meczu na 1:1.

 Niespodziewanie wysokiej porażki doznała Legia II Warszawa. Legioniści ulegli w Ząbkach Lechii Tomaszów Mazowiecki aż 0:3. Kolejny raz rozczarowali niestety zawodnicy Huraganu Wołomin. Na swoim boisku nie potrafili pokonać ostatniego w tabeli Motoru Lubawa, który nie wygrał w tym sezonie żadnego meczu, a zaledwie trzy zremisował. Podopieczni trenera Dariusza  Bratkowskiego prowadzili wprawdzie po golu Rafała Zaborowskiego, ale rywale jeszcze przed przerwą za sprawą Arkadiusza Konicza wyrównali na 1:1 i wywieźli z Wołomina jeden punkt. W ostatnim meczu 25. kolejki, Świt Nowy Dwór Mazowiecki zremisował na wyjeździe z Ruchem Wysokie Mazowieckie 3:3. Nowodworzanie zaczęli znakomicie i po trafieniach Mariusza Gabrycha oraz Rafała Maciejewskiego prowadzili do przerwy 2:0. W drugiej połowie to jednak rywale strzelili trzy kolejne bramki. Świtowi udało się wyrównać w doliczonym czasie gry, a bramkarza Ruchu ponownie pokonał Gabrych.

(mf)